<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="Ja mog"> 
<author_1=Danuta cibor-Rylska> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="10">
<date=1952-10-31>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
W stron Zakadw im. Stalina w Poznaniu, skrci szczupy, niewysoki chopak. Kiedy wybija godzin na swej karcie zegarowej kto pooy mu rk na ramieniu.
 Edek, masz dzisiaj czas po robocie?
Musimy ze sob pogada  w szarych oczach Wiktora zapalio si wiateko.
Edek spowania od razu. Wiedzia o co chodzi Wiktorowi. Ta sama sprawa trapia ich codziennie od wielu tygodni. Nie mogli jednak znale na ni rady.
 Mdrzejsi od nas myleli i nie wymylili  zaczyna, lecz dostrzegszy niezadowolenie Wiktora, dodaje popiesznie:  Dobra, czekaj na mnie przy wyjciu.
Trwao ju tak wiele miesicy
Edmund Hetmaczyk i Wiktor Strako pracowali na jednej maszynie. Obaj marzyli o tym, by sta si wybitnymi przodownikami, obaj czytali z poncymi policzkami wiadomoci o sukcesach brygad modzieowych z huty Pokj, Pa-Fa-Wagu, czy erania. Obaj byli dobrymi fachowcami, obaj znali dobrze swoj maszyn. Starali si jak mogli, a mimo to nie udao im si nigdy osign wicej, jak 120 procent normy miesicznej. Na placwce rewolwerwek pracowao wielu dobrych, dowiadczonych fachowcw. Placwka jednak stale nie wykonywaa planw. Hamowaa produkcj caej fabryki obrabiarek. Trwao tak wiele miesicy...
Edek i Wiktor po duszych obserwacjach doszli do wniosku, e win musiaa ponosi tutaj za organizacja pracy. Kady z nich traci co dzie okoo dwch godzin czasu. Tak te byo i dzisiaj
Rzdy obrabiarek stay ciche i nieruchome. Edek uda si prosto do magazynu, po materia. Nic nie pomogo, e by tam punkt o szstej. Za drucian krat magazynu stao ju kilku kolegw oczekujcych cierpliwie na sw kolejk. Kwadrans min zanim przysza kolej na Edka.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
